Wielkość czcionki: A + A - Reset
Start Wywiady Wywiad z zespołem „Ladies”
Wywiad z zespołem „Ladies” Drukuj
Wpisany przez Administrator   
Spotkałyśmy się jakiś czas temu i te 7 dziewczyn oczarowało mnie swoją pasja, ekspresją i miłością do tańca. Występ, który miałam okazję obejrzeć był bardzo dynamiczny, mega kolorowy, a publiczność obserwowała go z zapartym tchem…  Wtedy pomyślałam:  Dlaczego by nie przedstawić „Ladies” mieszkańcom Naszej Gminy? Więc zacznijmy na początek od spotkania i krótkiego wywiadu. Ladies stawiły się w komplecie, jak zwykle uśmiechnięte Nic tylko rozmawiać….

MS: Jakby Panie miały określić w kilku słowach – to kim są Ladies?
KB: Ladies to fajne dziewczyny, które mają jedną wspólną pasję.
EŁ: Ladies to piękne niezależne kobiety, które wiedzą czego chcą, realizują swoje hobby. I nie jest to tylko taniec, ale i rozmowy ze sobą.
ML: Szalone, postrzelone i się kochają.
BP: Wielkie przyjaciółki. W każdej chwili mogą na siebie liczyć.
MM: Ladies to tak naprawdę sposób bycia i życia.


MS: Proszę mi powiedzieć jak się zaczęła Pań przygoda z tańcem? Kiedy to było ile lat temu? Ile Panie tańczą tak na poważnie? Czy brały Panie jakieś specjalne lekcje? Chodziły Panie do szkoły baletowej?

AP: Pierwszymi klientkami szkoły KT Extra byłyśmy Maja i ja. Zaczęłyśmy tańczyć siedem lat temu. Potem dołączały do nas dziewczyny aż w 2012r. założyłyśmy zespół. Do szkoły baletowej nie chodziłam. Podobało mi się to, było to coś innego. Coś co mogłyśmy robić dla siebie. Tak się zaczęło.
BP: Chciałyśmy po prostu tańczyć, a te zajęcia nam to umożliwiły.
EŁ: Ja zaczęłam tańczyć jeszcze w podstawówce, ale to nie były jakieś tam wielkie lekcje. Dopiero tutaj się tak naprawdę zaczęło.
ML: A ja tak jak Ania. Zaczęłyśmy siedem lat temu i stało się to naszą pasją później.
MM: Ja też zaczęłam w podstawówce. Za czasów lambady… Miałyśmy mini pokazy w takich koszulkach i spódniczkach w palmy… ale to był tylko posmak. U mnie też tak naprawdę zaczęło się od zajęć w Domu Kultury.
KB: Do szkoły baletowej nie chodziłam, lekcji nie  brałam. A zaczęło się spontanicznie. Od rozmowy z siostrą, że taniec poprawia sylwetkę, wpływa dobrze na kondycję. Na początku to miał być tylko ruch i sposób na odstresowanie się.
LG: Jako dziecko tańczyłam w zespole ludowym. Potem w czasie studiów zapisałam się na kurs tańca, bo miałam w tamtym okresie lekkie ADHD i musiałam jakoś rozładować tę energię. I tak  mnie jakoś wciągnął ten taniec, że zaczęłam korzystać z możliwości, które oferował Wrocław. I tak się to rozkręciło.
ML: A potem Lidia dołączyła do nas i wpadła na pomysł, żeby taki zespół założyć.    .
MS: Tam gdzie jest kilka osób zawsze jest też kilka różnych charakterów i temperamentów – kto „szefuje” Ladies?
 EŁ: Nie mamy szefowej.
KB: W Ladies wszystkie szefujemy wspólnie.
ML: Każda wnosi coś, co potrafi.
AP: I z czym się przebije.
ML: Kto może, ten załatwia. Kto może, ten pisze. Kto może, ten opracowuje. Kto może, ten chodzi za strojami, itd.
EŁ: Kto może, ten prowadzi [samochód]
MM: Kto ma pecha ten prowadzi….
MM: Fakt jest taki, że jak byłby ktoś, kto szefuje, to reszta by go nie lubiła.
ML: A my się wszystkie lubimy.



MS: Na koncie Ladies jest wiele występów charytatywnych, w tym w planach występ w Naszej gminie na Pikniku Majowym – czy ów występ u Nas w Rui ma nieść ze sobą jakieś przesłanie dla mieszkańców?

AP: Oczywiście.
BP: Że można zacząć spełniać marzenia bez względu na wiek.
EŁ: Że swoje obowiązki można wykonać szybciej i znaleźć czas dla siebie i na swoje pasje.
KB: A także, że nasza pasja może przynieść radość i pomóc innym. Myślę tu o charytatywnych pokazach.
MM: Że życie kobiety to nie tylko dom, dzieci i praca, ale także realizowanie siebie.
AP: Że pasja wiele zmienia. W tańcu ubierany się inaczej, nauczyłyśmy się trochę pokazywania emocji, ekspresji. Kiedyś było to dla nas niewyobrażalne, żeby wyjść na scenę. Na pierwszym występie tak mi się trzęsły nogi, że myślałam, że ucieknę. Ale poszło i byłyśmy nim tak podbudowane. I kolejne rozwijały w nas tę kobiecość i pewność siebie.
LG: Tak. Taniec to taka kuracja anti-aging….
MS: Czy mogą Nam Panie zdradzić jaki program jest zaplanowany na występ w Rui?
BP: A czy musimy zdradzać?
MM: Waśnie? Jedyne, co chciałybyśmy zdradzić, to że mamy niespodziankę dla mniejszych dzieciaczków. Zapraszamy wszystkich chętnych do zabawy z tańcem, odrobiną aktorstwa i mnóstwem śmiechu.
MS: Dobrze, czyli to będzie wielka niespodzianka dla mieszkańców Gminy Ruja  A czy w takim razie mogą mi Panie powiedzieć, który występ na chwilę obecną Ladies wspominają z nostalgią? Albo na myśl o którym wybuchają Panie śmiechem?
MM: [Ze śmiechem!!] Jak jechałyśmy do Grodźca!!
EŁ: Zgubiłyśmy się z tysiąc razy!!!
MM: GPS był nastawiony na najkrótszą trasę i co chwilę skręcałyśmy w coraz gorzej wyglądającą drogę, aż bałam się, że w końcu utkniemy w błocie na jakiejś polnej drodze...
ML: I cudowny korek na krajówce…
KB: Moje dzieło!
EŁ: I ci panowie - taka litość w oczach: „Kobiety… zawracają….”
ML: O przepraszam, ja zawróciłam na raz!
BP: A ten występ, gdzie nam puszczali muzykę z telefonu komórkowego i w trakcie naszego występu ten chłopak odbierał sobie smsy i muzykę nam urywało…
EŁ: TO był najgorszy występ. To się nie zalicza do nostalgii czy śmiechu.
AP: Z nostalgią, to wspominam naszą publiczność na Dniach Wina w 2014r., kiedy skończyłyśmy paso doble, szłyśmy przez Rynek w sukienkach się przebrać, a ludzie wstawali od stolików, klaskali i mówili „Brawo! Jak pięknie Brawo!” To jak nas docenili, to było takie wzruszające.
ML: Dla mnie szczególnym pokazem był występ 26 kwietnia 2014r. dla Nataszki, w Malczycach. Dużo zmienił w moim życiu….
LG: I motocykliści i geodeci też nam zawsze tak fajnie kibicują.
KB. Właściwie to każdy występ jest inny i każdy wspomina się inaczej.
ML: Z nostalgią wspominam też nasz pokaz  charytatywny dla dzieci niewidomych i słabowidzących w Leśnicy, gdzie dzieci były cudowne.
LG: Odbiór był całkowicie inny, bo taniec był dotykiem – dotykały naszych strojów, lgnęły do nas.
MM: Podchodziły blisko, żeby usłyszeć szelest i poczuć ruch sukienki, której nie mogą zobaczyć, i uśmiechały się do obrazów, które same dla siebie kreowały.
BP: Tak, niesamowite doświadczenie. Dla nas przede wszystkim.
ML: I jeszcze każdy występ na zaproszenie naszej koleżanki, której już nie ma między nami – Agnieszki Kuriaty. Kobiety z niesamowitą energią – sama bardzo chora, a pomagała wszystkim dookoła. Kochała nas, a my wszystkie kochamy ją do tej pory.
AP: Dokładnie tak jest.
MM: Ona była najprawdziwszą Lady.
MS: A czym dla Pań jest taniec? Jakie korzyści czerpią Panie z byciem Ladies? I czemu akurat taniec, a nie np. malowanie czy śpiewanie?
KB: W tej chwili ten taniec nie jest już tylko tańcem. Dla mnie to uosobienie 7 tak różnych kobiet, które nie mogą żyć bez siebie.
ML: W tańcu potrafię pokazać całe swoje wnętrze, każdą cechę mojego charakteru i temperamentu. Taniec też sprawia, że inni bardziej mnie doceniają.
EŁ: Nie chodzę do kościoła, ale kto tańczy, trzy razy się modli…
BP: W tańcu jestem naprawdę sobą. Na co dzień zakładamy maski, a w tańcu odkrywamy się całkowicie.
LG: Taniec jest jak nieustająca mobilizacja do pracy nad sobą. I daje możliwość kontaktu z pozytywnie zakręconymi ludźmi...
AP: Ja mam trochę męski zawód i taniec daje mi dużo kobiecości, oderwanie od tego męskiego zawodu, żeby z powrotem być kobietą.
LG: Dla mnie to jest rodzaj wolności. Takiej wewnętrznej. Czuję się szczęśliwa, wolna, pełna endorfin. W różnych tańcach odkrywamy różne elementy naszej osobowości – jesteśmy delikatne, ostre, kokieteryjne.
AP: I czujemy się silne.
LG: Dla mnie taniec jest wszystkim, od A jak antystresor i akceptacja siebie, przez E jak emocje, po Z jak zmysłowość i zaangażowanie. Mogłabym tak dla każdej litery alfabetu.
MM: Dla mnie taniec, nasze treningi, pokazy to jest takie spełnienie dziecięcych marzeń o byciu księżniczką. Gdzie indziej można się pokazać w takich strojach w jakich występujemy? I przez chwilę energia i podziw (?) publiczności płyną dokładnie do nas, a to jest to, czego potrzebuje każda kobieta.
MS: A jakie są Ladies prywatnie? Co robią w „wolnym” czasie? Czym poza tańcem zajmują się Ladies?
EŁ: Chciałam powiedzieć, że mam męski zawód – sprzedaję części w sklepie motoryzacyjnym…
AP: Ja też mam męski zawód. Jestem geodetą.
BP: A ja mam typowo kobiecy zawód. Jestem nauczycielką i uczę młodsze dzieci.
EŁ: Od siebie?
[śmiech]
LG: Ja również pracuję w edukacji, gdzie muszę pilnować się w tej roli. A taniec wyzwala. Daje odetchnąć.
ML: Ja też jestem geodetą. Na co dzień. I od święta również. I po nocach również – kartuję mapy. Wolne chwile? Przeznaczam je na taniec i spotkania.
MM: Ja jako tłumacz, należę do tej samej grupy, co geodeci – czyli grupy ludzi, którzy w nocy nie śpią, ale pracują… Niby kobiecy zawód, ale wymaga bardzo twardego podejścia. W wolnych chwilach… zajmuję się dziećmi….
BP: A moje dziecko jest już dorosłe  i w wolnych chwilach zajmuję się mężem…
KB: A tak na poważnie – na co dzień Ladies są jak każda inna kobieta – pracujemy zawodowo, zajmujemy się domem, rodziną.
MS: Obecne treningi i występy – ile zajmują czasu? Czy można to pogodzić z życiem osobistym? Czy pogodzenie ról: matki, żony, „pracownika” (bo realizują się Panie również zawodowo) i członkini Ladies jest łatwą sprawą? Czy takie realizowanie pasji nie przysparza komplikacji życiowych?
MM: Treningi mamy 3 razy w tygodniu po dwie godziny.
AP: W niedzielę też.
BP: A niektóre ćwiczą w domu, co nie Marta?
MM: No ja ćwiczyłam, bo dołączyłam do zespołu, ale już nadrobiłam i w domu nie ćwiczę.
KB: U mnie do treningów dochodzą jeszcze dojazdy. Czasami brakuje czasu dosłownie na wszystko, ale na treningach dajemy zawsze z siebie 100%.
ML: A jeśli chodzi o występy – to zależy od sezonu.
EŁ: Jeśli chodzi o pogodzenie ról – teraz jest łatwo, bo już wszystko jest poukładane.
AP: Komplikacje? Na początku może troszkę, ale teraz nie. Wszyscy rozumieją, kiedy mamy napięte grafiki, bo musimy na przykład na występy jechać. Wręcz domownicy pomagają.
ML: Właściwie muszą pogodzić się z tym, bo wiedzą, jakie to jest dla nas ważne i że z tego nie zrezygnujemy.
AP: Właśnie. Jak można zabrać komuś szczęście? Jeśli wiedzą, że jesteśmy szczęśliwe, to akceptują to, co nam tę radość przynosi. I vice versa. Mój mąż jest wędkarzem i ja też mu nie powiem: „Nie chodź na ryby”. On tam jest szczęśliwy, a ja jestem tu szczęśliwa. I wszystko się uzupełnia i gra.
MS: Czy poza Ladies (treningi, występy) spędzają Panie czas wspólnie? Czy może każda obraca się na pięcie i idzie w swoja stronę?
MM: Generalnie jest tak, że jesteśmy ze sobą, bo Ladies to nie jest po prostu zespół…
EŁ: To jest po prostu rodzina.
MM: Chciałyśmy się przedstawić – Marta Matuszewska-Ladies
ML: Maja Lisiecka-Ladies
EŁ: Ewelina Łuczycka-Ladies
KB: Kamila Borowiec-Ladies
BP: Beata Polak-Ladies
AP: Anna Ptaszyńska-Ladies
LG: Lidia Galas-Ladies
BP: Spotykamy się w wielu różnych sprawach.
KB: Nie ma czegoś takiego jak obracanie się na pięcie, my ze sobą żyjemy – można powiedzieć – 24 godziny na dobę.
AP: Samo to, że jesteśmy już tyle lat razem – to też o czymś świadczy.
MM: Bardzo często ludzie pytają nas jak siedem „bab” tyle ze sobą wytrzymało. I to jest właśnie odpowiedź – my nie tylko ze sobą tańczymy, ale także jesteśmy.
AP: I to nie jest tak, że my się ze sobą nie kłócimy. My się gniewamy, mamy inne zdania, ale słuchamy się nawzajem. A potem wybieramy to, co jest dla nas najlepsze.
EŁ: Kłócimy się, przepraszamy się i dalej lecimy.
BP: Tak jak dobre przyjaciółki.
MS: Patrząc na działalność Ladies – udowadniają Panie, że niezależnie od wieku warto walczyć o swoje marzenia. Czy mają Panie swoje inne motta, którymi kierują się w życiu codziennym?
ML: „Nie rób drugiemu  tego, co tobie niemiłe.”
MM: „Wszystko, co wysyłasz, wraca do ciebie.”
AP: Tak. To jest takie główne motto.
MM: Ja mam jeszcze takie motto… wiem, że może uderzam w rzewną nutę, ale to mój ukochany wiersz Norwida: „Jeśli szukasz nieprzyjaciół twoich nieprzyjaciół, To szukasz tylko ostrza, żebyś w ranę zaciął…”
EŁ: Brawo Marta.
ML: Staram się zawsze uśmiechać do wszystkich ludzi, niezależnie jacy są, czy są za mną, czy przeciwko mnie, bo nie warto tracić czasu na urazę, zawiść wobec innych. Życie jest na to za krótkie.
MM: Tak. „Ludzie zazdrośni są katem samych siebie.”.
BP: Moim mottem jest też, „aby słuchać tylko mądrzejszych od siebie, bo słuchając złych rad możesz zatracić siebie.”
LG: Moim mottem jest „W życiu jak w tańcu, każdy krok ma znaczenie”.
KB: Trzeba spełniać marzenia, żyć i dawać radość innym, pokazać, że nie wiek czy wygląd są ważne. Ważne jest to, co czujemy, jak chcemy się spełniać, jesteśmy dumne z tego co robimy,
MM: I jeszcze takie motto – myślę, że to jest to, co robimy. „Nie odkładaj swoich marzeń na później, bo możesz nie mieć czasu, żeby je zrealizować.”
MS: Bardzo dziękuję za dzisiejsze spotkanie i wywiad!

Spotkanie z Ladies skłania do zadumy nad własnym życiem i własnym pragnieniami… Dziewczyny udowadniają, że zawsze warto walczyć o swoje marzenia, zmieniać je w pasję, z której czerpie się energię do działania, a życie kobiety wcale nie musi ograniczać się do roli matki czy żony… Już niedługo - bo 7 maja mieszkańcy Gminy Ruja będą mogli poznać Ladies osobiście podczas Majówki Gminnej – Festynu Rodzinnego. To właśnie u Nas Ladies będą GOŚCIEM SPECJALNYM z taneczną niespodzianką dla dzieci, młodzieży, a także dla dorosłych! Wszystkim, którzy chcieliby poznać zespół jeszcze szybciej polecamy zajrzeć na oficjalną stronę Ladies: https://www.facebook.com/7ladies.srodaslasla/?fref=ts

 

Wywiad przeprowadziła: Marta Sokół

 

Odwiedziny

mod_vvisit_counterDzisiaj10829
mod_vvisit_counterWczoraj15794
mod_vvisit_counterW tym tygodniu79910
mod_vvisit_counterW tym miesiącu262049
mod_vvisit_counterOd początku9882286